top of page
Search

Dlaczego uczucia zabijają sztukę filmową?

  • Writer: MD Films
    MD Films
  • Jan 30
  • 6 min read

Współczesne kino używa emocji jako szantażu i zasłony dymnej. Gdy emocja staje się najwyższą wartością, przestaje liczyć się rzemiosło, logika i prawda o świecie. Jeśli czujesz ból bohatera, to przestajesz pytać, czy jego działania mają sens bo emocja staje się ostatecznym argumentem, który kończy dyskusję, zamiast ją otwierać.


Prawda vs. Moja Prawda

Kiedyś kino pytało o obiektywny mechanizm zła. Dziś pyta o komfort psychiczny ofiary. Dobrym porównaniem jest Joker (2019) vs. Taksówkarz (1976). Travis Bickle u Scorsese to odrażający produkt wojny i samotności; system go ignoruje, a my go obserwujemy z dystansem. Arthur Fleck u Phillipsa to „biedny chłopiec”, któremu kamera kibicuje. Scena na schodach nie jest obrazem upadku, lecz triumfu. Film mówi widzom; Społeczeństwo go skrzywdziło, więc krew na jego rękach jest estetycznie uzasadniona. I tutaj współczesne kino nie portretuje potworów ono buduje im ołtarze z traumy, byśmy nie odważyli się ich ocenić.


kino dawniej używało dystansu, by zmusić do myślenia. Dzisiejsze kino używa immersji (zanurzenia), by myślenie wyłączyć. Siedem Finchera (gdzie zło jest biblijną, nieubłaganą siłą) z nowym Batmanem (gdzie zło to po prostu nieprzepracowana trauma Riddlera). Zło przestało być wyborem moralnym, a stało się błędem w oprogramowaniu psychiki.


Narrator jako immunitet moralny

Subiektywizm przestał być zagadką intelektualną, a stał się ucieczką przed odpowiedzialnością za fabułę. Beau Is Afraid (2023) Ari Astera. Dostajemy trzy godziny lęków i halucynacji. Jeśli spytasz, bo jest to bardzo adekwatne pytanie; Ale co to właściwie znaczy w kontekście świata?”, usłyszysz: „To jego lęki, nie musisz rozumieć, musisz czuć”. Scena w lesie czyli scena sądu nad Beau to szczyt narcyzmu narracyjnego. Reżyser chowa się za surrealizmem, by nie musieć stawiać konkretnych tez o świecie. Jeśli wszystko jest snem, nic nie ma znaczenia. Subiektywizm stał się bezpiecznym trybem dla twórców, którzy boją się, że ich wizja świata nie wytrzymałaby konfrontacji z logiką.


Tożsamość

Kino przestało badać kondycję ludzką, a zaczęło kategoryzować ludzi na „słusznych” i „oprawców”. Barbie (2023) czy kino Emerald Fennell (Promising Young Woman). To filmy-wykłady. Nie ma w nich miejsca na dialog. Bohaterowie to symbole, a nie ludzie. Finałowy monolog w Barbie to moment, w którym kino umiera i zmienia się w post na LinkedInie. Nie ma tu miejsca na interpretację, masz przyjąć tezę i bić brawo. Współczesne kino tożsamościowe to teatr kukiełkowy, w którym sznurki pociąga ideologia, a nie chęć zrozumienia drugiego człowieka.


Bardzo lubię film The Whale. Nie za to jaki jest, ale, że dostrzegam jaki jest. Postać jest tak skrajnie cierpiąca, że reżyser zakazuje nam oceniać jej egoizm względem córki, Tutaj empatia stała się nową formą cenzury. Nie wolno ci analizować konstrukcji, jeśli płaczesz nad losem materiału.


Finałowa scena lewitacji to moment w, którym Aronofsky porzuca brudną, obiektywną biologię umierania na rzecz religijnego kiczu. Dlaczego? Bo boi się zostawić widza z obrzydzeniem. Musi nas pogłaskać transcendencją, żebyśmy poczuli, że jego cierpienie miało sens. I nie, to nie jest empatia, to znieczulenie podane w ostatniej scenie, żebyśmy mogli wyjść z kina z czystym sumieniem. 


Po co te zbliżenia?

W dawnym kinie np. u  Leone przestrzeń mówiła o bohaterze więcej niż jego twarz. Dystans kamery wymuszał na widzu analizę relacji człowieka z otoczeniem, systemem czy historią. Pustynia w Dobrym, złym i brzydkim nie była smutna, a była obojętną, morderczą areną, która testowała moralność postaci.


Dziś dominuje terror twarzy. Współczesne kino nadużywa wielkich zbliżeń by wymusić empatię. Zamiast budować napięcie poprzez inscenizację i ruch w kadrze, reżyserzy tacy Darren Aronofsky w Wielorybie wchodzą kamerą niemal w pory skóry aktora. To wizualny szantaż, nie masz patrzeć na świat bohatera, masz zostać uwięziony w jego łzach. Jeśli kamera jest 10 cm od płaczącego oka, Twoje neurony lustrzane reagują automatycznie, to biologia, nie sztuka. Dawne kino pozwalało nam patrzeć; współczesne kino każe nam współodczuwać, odbierając prawo do krytycznej obserwacji. I to nie jest hejt na Aronofsky'ego, bo to jest świetny reżyser, to jest raczej próba zrozumienia dzisiejszego kina.


Zło?

W dawnym kinie zło było często zagadką moralną lub świadomą decyzją. Dzisiaj zło to najczęściej nieprzepracowana trauma, co zdejmuje z bohatera odpowiedzialność. I tutaj chce porównać, Milczenie owiec (1991), gdzie Hannibal Lecter jest przerażający, i nie wiemy „dlaczego”. Film nie próbuje nas zmusić do płaczu nad jego trudnym dzieciństwem. Lecter to czysta, intelektualna siła zła. Widz zachowuje dystans, który pozwala analizować naturę potwora.Obecnie, np, w filmie Cruella (2021) są to klasyczne czarne charaktery, które dostają tragiczne backstory. Film mówi; Ona nie jest zła, ona po prostu cierpi. Emocjonalne uzasadnienie staje się zasłoną dymną, która uniemożliwia jakąkolwiek ocenę moralną czynów bohaterki.


Śmierć Formy na rzecz contentu

W wielkim kinie np. u Tarkowskiego czy Hitchcocka forma czyli jak ustawiona jest kamera, jak pocięty jest montaż, kreowała znaczenie. Dziś forma służy jedynie podkręcaniu temperatury. Film stał się dostarczycielem treści.  Jeśli scena jest smutna, bo bohater płacze w 4K przy smutnej muzyce, to jest to kicz. Kicz polega na tym, że wywołuje emocje w sposób automatyczny, bez wysiłku intelektualnego. Prawdziwa sztuka powinna wywoływać emocje poprzez formę, która nas zaskakuje, a nie poprzez gotowy zestaw bodźców.


Śmierć metafory

Metafora w kinie polegała na tym, że obraz znaczył coś więcej niż to, co widzimy. Dzisiaj obraz znaczy dokładnie tyle, ile czuje postać. Jeśli w filmie z lat 70. widzieliśmy pustą ulicę, mogła ona oznaczać egzystencjalną pustkę, mechanizm władzy albo ciszę przed burzą. Dziś pusta ulica oznacza nie więcej niż Bohater jest samotny, poczuj to razem z nim. I kupuję to, ale kino stało się dosłowne. Emocja zabija wielowarstwowość. Kiedy czucie staje się jedynym kluczem do interpretacji, obraz traci swoją tajemnicę. Staje się płaski jak kartka papieru.


W tragedii antycznej i wielkim kinie konflikt zachodził między dwiema równorzędnymi racjami. To zmuszało widza do myślenia. Obecnie konflikt jest zastąpiony przez krzywdę. Krzywdy nie da się podważyć. Z artystycznego punktu widzenia to zabija dramaturgię. Nie ma napięcia między ideami, jest tylko napięcie między dobrą ofiarą a złym światem. Kino tym samym przestaje być sztuką dramatyczną, a staje się opowieścią o świętych cierpiętnikach. 


Obraz traci swoją drugą skórę. I jest to o tyle bolące, bo jest to kino, które bardzo lubię. Kiedyś mgła u Tarkowskiego była wejściem w nieświadomość. Dziś mgła w filmie to tylko informacja, że budżet na efekty był mały albo że jest smutno. Współczesny widz nie chce interpretować, chce być obsłużony emocjonalnie. I oczywiście, są filmy, które odstają od normy, jednak są to tak zwane perełki.


Ekran jako złudzenie

Problem z kinem emocjonalnym polega na tym, że produkuje ono fałsz, który udaje autentyczność. Kiedy film zamiast pytań podsuwa nam gotowe tezy, przestaje być sztuką, a staje się instrukcją obsługi świata. Fałsz w kinie nie polega na pokazywaniu rzeczy nierealnych; wielcy mistrzowie jak Méliès czy Fellini kłamali wizualnie, by dotrzeć do głębszej prawdy. Dzisiejszy fałsz polega na emocjonalnym uproszczeniu. Jeśli kino wmawia nam, że każda trauma jest szlachetna, a każdy ból daje moralną wyższość, to zaczynamy tak samo postrzegać życie.


To zjawisko degraduje naszą zdolność do konfrontacji z rzeczywistością. W życiu ból bywa jałowy, zło bywa banalne, a ofiara może być jednocześnie oprawcą. Kino fałszu wycina te niewygodne krawędzie. Powstaje niebezpieczne sprzężenie zwrotne, widz oczekuje od filmu potwierdzenia swoich racji, a film, chcąc być ważnym i ludzkim dostarcza mu tej bezpiecznej iluzji. W efekcie przestajemy szukać w kinie objawienia, a szukamy jedynie akceptacji. Sztuka filmowa zamienia się w lustro, w którym nie widać już drugiego człowieka, a jedynie nasze własne, upiększone przez filtr emocji, odbicie. Fałsz na ekranie staje się fałszem w życiu,  tracimy odporność na prawdę, która nie jest miła, łatwa i emocjonalnie satysfakcjonująca.


Walka

Stwierdzając, że uczucia zabijają kino, to tęsknota za sekcją zwłok wykonywaną na żywym organizmie. Sztuka filmowa nie narodziła się z potrzeby chłodnej analizy systemów, lecz z pierwotnego zachwytu i lęku; narodziła się, byśmy mogli przeżyć życie innych ludzi, a nie tylko je zrozumieć. Jeśli film taki jak Wieloryb czy Joker zmusza nas do płaczu nad potworem lub egoistą, to nie jest to upadek rzemiosła, to jego najwyższy triumf. To moment, w którym kino przestaje być bezpiecznym wykładem o moralności, a staje się lustrem, w którym odbija się nasza własna, nielogiczna i krucha natura. Prawda o świecie nie leży w obiektywnym mechanizmie zła, bo świat nie jest obiektywny, świat jest odczuwany. Kino, które rezygnuje z immersji na rzecz dystansu, przestaje być sztuką, a staje się statystyką. Jeśli przestaniemy czuć ból bohatera w imię logiki fabuły, to zamienimy salę kinową w prosektorium, gdzie wszystko jest poprawnie opisane, ale nic już nie oddycha. 


Podsumowanie

Współczesne kino przestało rzeźbić w kamieniu prawdy, bo kamień jest twardy, niewygodny i stawia opór. Woli rzeźbić w pianie emocji, łatwo ją formować, każdemu się podoba, ale znika, gdy tylko spróbujesz oprzeć o nią jakąkolwiek poważną myśl.


 
 
 

Comments


bottom of page