Miłość, która przestaje być aktualna. O La La Land
- MD Films

- Dec 20, 2025
- 6 min read
Wstęp
Zawsze z sentymentem wracam do filmów, które pamiętam, że wywoływały masę emocji pozytywnych, ale i negatywnych w mojej głowie, po to aby na nowo spojrzeć na nie. Doceniam bardzo takie dzieła, bo to one składają się na to czym jest kino. Tym razem mocno dotknęła mnie niejednoznaczność miłości pokazanej przez Danielle Chazelle’a, w filmie La La Land. Czym jest miłość? Czy jest tym co czujemy, czy tym co robimy? Czy ma nas pchnąć do przodu, czy sponiewierać przez lata? Miłość według niektórych ma spełniać funkcje, być drogą do rozwoju, do poznawania samego siebie. Przechodząc, czasem jak w przypadku La La Land, miłość nie przetrwa konfrontacji z ambicją i czasem. I to jest sedno, La La Land nie zadaje pytania jak kochać, ale kiedy i za jaką cenę.

Początek Miłości
Dwójka bohaterów La La Land poznaje się i zanim zakochują się w sobie, to są zakochani w wizji siebie. To jak siebie widzą, i tym jacy chcą być. Ludzie zakochują się w wizji drugiej osoby, dopiero z czasem zauważają to jaką są osobą przy nich. Bohaterowie Mia, i Sebastian, mają podobną wrażliwość i zauważają siebie. Już w pierwszych rozmowach o kinie i jazzie, nie chodzi o nich, nie chodzi o ulubione buty, kolory sukienek czy gdzie chcą mieszkać, chodzi o rozumienie swoich światów. On rozumie świat i ambicje Mii, a ona rozumie cele Sebastiana. Miłość w tym wypadku pozwoliła im uwierzyć, że marzenia są do spełnienia.
Ich miłość rozkwitała, czuli emocjonalne schronienie, ale i wzajemne wzmacnianie tożsamości. Nie bali się porażek przy sobie. Bohater grany przez Ryana Goslinga, namawia Mię, graną przez Emmę Stone, by ta wróciła na casting, mimo porażek na nich. Podobnie jak ona, wspiera Sebastiana w marzeniu o własnym klubie jazzowym. Ich miłość była jak taniec, stąd sceny tańca na wzgórzu, czy w planetarium. Bohaterowie poruszają się w jednym tempie, muzyka ich łączy. To jest to co działa, miłość działa dopóki bohaterowie poruszają się w tym samym rytmie.
Miłość jak Jazz

Zostając przy muzyce, wnioski jakie nasuwają się po obejrzeniu to to, że nie da się takiej miłości powtórzyć. Podobnie jak w Jazzie, Sebastian podkreśla, że Jazz jest improwizacją, nie ma tam schematów, czy dłuższych chwil. Miłość Sebastiana i Mii jest nie do powtórzenia w tej samej formie, a próba jej ustabilizowania zabija jej istotę.
Kierunek
Mówi się, że partnerzy muszą być tacy sami, pasjami, emocjami i wrażliwością. Ale w gruncie rzeczy, muszą być tacy sami marzeniami. Jest to moment przełomowy dla ich miłości, kiedy ich marzenia zaczynają ich dzielić. Ich oddalenie skutkowałoby ich sukcesem.
Bo mieli różne definicje spełnienia, charaktery?
W relacji, Sebastian wybrał stabilność i trasę koncertową z zespołem, a Mia, czuje się niewidzialna, mimo, że wszystko, czas, kariera idzie do przodu. Można mieć rożne ambicje i miłość z ambicją nie przegra, ale przegra, jeżeli partnerzy nie mają wspólnego kierunku. W przypadku bohaterów La La Land, ten kierunek jest inny.

Czy miłość może rozpaść się bez winnych?
Miłość czasem nie wypala. Bardzo często nie wypala przez wypalenia uczucia, zdradę, czy skrzywdzenie drugiej osoby, do momentu, w którym przestaje się walczyć o relacje. W przypadku La La Land miłość po prostu nie wypala. Nie ma winnych. Rozjazd nie jest ani dramatyczny, ani gwałtowny. Bohaterowie nie nienawidzą się. Fakt, są emocjonalnie samotni i nie mają wspólnego języka do mówienia o rozczarowaniu, ale widz nie czuje, że jest to ich wina. Doskonale widać to w scenie, w której bohaterowie jedzą kolacje. Jest to już w późniejszym etapie filmu, dlatego przejdę do kolejnego punkt.
Czas
Najbardziej poetyckim w tym filmie jest antagonista. A antagonistą w tym wypadku jest, czas. Bohaterowie nie zachowują się względem siebie źle, nie mamy wrażenia wypalenia ich miłości do siebie. Miłość działa bo jest w określonym momencie życia. Często mówi się, że spotykamy właściwe osoby w niewłaściwym czasie, i ja zgadzam się z tym stwierdzeniem, jest to bardzo filmowe, lecz działa też w prawdziwym życiu, może z faktu nie godzenia się z rzeczywistością, bądź też głupoty.
Pytanie czy nie gorsze jest znaleźć właściwą osobę, we właściwym czasie, wiedząc, że jest to chwilowe?
Miłość w przypadku Mii i Sebastiana nie znika, ale przestaje być aktualna. Na tym polega dramaturgia ich miłości. Bohaterowie kochają siebie, ale wiedzą, że muszą iść sami.
My vs. Ja w relacji
Trudnym, być może najtrudniejszym pytaniem przed którym każdy w relacji musi stanąć jest; kim jestem, kiedy jestem z Tobą? Miłość dwójki bohaterów pomaga im zobaczyć siebie, ale później zaczyna ich definiować zbyt mocno, tak jak napisałem wcześniej, Sebastian zaczyna żyć nie swoim jazzem, a Mia zaczyna żyć pod oczekiwania innych. Nie są sobą, nie tacy chcą być.
W nawiązaniu do Czasu Kruka
W nawiązaniu do jednego z moich wcześniejszych tekstów, o samotności pisałem o ,,Czasie Kruka”. Tutaj ta samotność jest obecna, ale w kontekście relacji. Widać to w scenie kolacji Mii i Sebastiana. Jest to uniwersalny temat życia, który jest bardzo niedoceniany w La La Land. Jaka samotność Nas dotyka najbardziej jako ludzi, według mnie to ta, której doświadczamy będąc w relacji. Paradoksalnie, brak konfliktu, bywa groźniejszy niż konflikt, czy to, że bohaterowie nie kłócą się, zawsze oznacza zgodę, czy zupełnie odwrotnie?
Żałoba
Wspominałem też o żałobie, w przypadku Czasu Kruka, była to śmierć matki, żony. W pewnym sensie, każda relacja przechodzi żałobę. Jest to o tyle bolesne, że nikt nie umiera. Tutaj jest to koniec relacji, ale nikt nie umiera. W tym filmie tą żałobą jest sekwencja ,,co by było gdyby”. Bohaterowie podczas tej baśniowej, bądź też bajkowej sekwencji przeżywają alternatywną rzeczywistość, po to by móc ją zamknąć i iść dalej bez żalu. Jest to czasem trudniejsze niż śmierć, bo śmierć jest ostateczna, a niedokończone historie bolą bardziej niż zakończone.
Idąc dalej, najbardziej przy końcu relacji bolą rzeczy nie te, które się zrobiło, tylko te których się nie zrobiło, tak jak przy końcu życia żałujesz, że czegoś nie spróbowałeś, bo nie miałeś odwagi, a nie tego, że poszedłeś wtedy na to spotkanie. I jest to bardzo dojrzała wizja miłości, na którą, wydaje mi się, że nie jestem gotowy.
Bo żałoba po relacji jest trudniejsza. Nie ma konkretnych rytuałów pożegnania, nie ma czytania biblii, nie ma modlitw, nie ma pogrzebu. Nikt nie składa kondolencji po miłości, która się skończyła, ,,bez powodu”.
Oryginalność
Wspomniałem wcześniej o pójściu dalej bez żalu. Lubię kiedy film pokazuje coś nowego. Bardzo rzadkim motywem w kinie jest wdzięczność zamiast żalu, jednocześnie czując smutek. I to jest sedno La La Land. Dojrzałość to zgoda na to, że coś było ważne, choć się skończyło, że wdzięczność jest formą miłości, po miłości. Sebastian i Mia potrafią kochać coś, co już do nich nie należy. Jest to bardzo mocny statement w tym filmie, na który nie każdy jest gotowy, bo przecież bohaterowie tak do siebie pasują, czujesz ich chemię, nawet kiedy już nie są przy sobie na ekranie. Mimo to, widzisz, że są zadowoleni.
Nieszczęśliwa miłość
W pewien sposób rozumiem teraz dlaczego bohaterowie są zadowoleni pod koniec filmu. Ich miłość nie zatrzymała ich marzeń. Bohaterowie spełniają marzenia, czyli coś czym się ze sobą podzielili, których nie spełniłby, gdyby nadal byli przy sobie. Nasuwają mi się pytania
Czy miłość musi trwać, żeby była udana?
Czy można wygrać w miłości, która się kończy?
A co więcej pytanie, które nie daje mi spokoju to
Czy potrafimy żegnać relacje bez nienawiści nie tylko do drugiej osoby, ale przede wszystkim do siebie?
Film zmusza do refleksji na tak wielu płaszczyznach, niewygodnych, czasem frustrujących, ale to czyni go ponadczasowym i szalenie istotnym.
Motyw pokoleniowy
Zostając jeszcze w ponadczasowości La La Land, bardzo lubię analizy tego filmu pod względem opowieści o pokoleniu, które musi wybierać, które nie może mieć wszystkiego, i żyje w ciągłym, co by było gdyby. Wiele osób nawet powie, że La La Land nie jest wcale filmem o miłości, a filmem o cenie marzeń we współczesnym świecie, a to czyni go dojrzałym.
Dojrzałość filmu polega na tym, że miłość to etap, a nie cel. Relacja Mii z Sebastianem była jedynie częścią drogi, a nie jej finałem. Bohaterowie, nie mają do siebie żalu, ale wdzięczność. Wszystko to składa się niestety na brak satysfakcji na koniec. Człowiek jest emocjonalny, i przyzwyczajony do szczęśliwych zakończeń szczególnie gdzie osoby, po prostu pasują do siebie, nie robią sobie krzywdy.

Najbardziej wzruszającym fragmentem filmu jest jego finałowa sekwencja, ,,co by było gdyby”, jakby potoczyło się ich życie, gdyby nie rozstali się wtedy. Miłość jaką darzyli siebie bohaterowie nie miała trwać wiecznie, ale była prawdziwa, bo była im wtedy potrzebna. Miłość ta nie rozpada się przez dramaty, ale przez zblednięcie codzienności, i tutaj chciałbym skupić się na kolorach, pomijając już fakt, że film wygląda przepięknie. Na początku Chazelle używa, intensywnych kolorów, żółcie, błękity, czy czerwienie, z czasem; stonowane barwy szarości, czy nocy. Jest to drobny szczegół, a buduje intensywność relacji, a z czasem ją transformuje.
Podsumowanie
Ostatnie spojrzenie jakie wykonują do siebie bohaterowie są kluczem do tej opowieści. Żyją w swojej pamięci i akceptują swoje wybory. Wymieniają uśmiechy, ale nie próbują cofać czasu, nie próbują rozmawiać czy żałować, są wdzięczni, bo wiedzą, że tak musiało być. Miłość pokazana w La La Land, nie obiecuje nam ,,na zawsze”, pokazuje uczucie, które było prawdziwe, choć skończone. Widz ma wrażenie, że bohaterowie powinni być razem. I być może właśnie dlatego boli najbardziej, bo nie da się go nazwać błędem.



Świetne spojrzenie na miłość, bardzo dogłębna analiza, czekam na więcej:)